7.09.2006 - Powrotów czas.

                 Drzemiąc nerwowo na plecakach przeczekaliśmy do ranka. obudziło nas zamieszanie, które robiła Pani sprzątająca poczekalnię i mężczyzna czyszczący diabelską maszyną posadzkę, ponieważ nadmienić należy, że pani sprzątająca bez żadnych skrupułów zganiała pasażerów z siedzeń, aby mogła przetrzeć podłogę. Przy okazji  byłem świadkiem dość kuriozalnej i komicznej scenki gdy kobieta chciała przetrzeć podłogę pod ławką na której siedział jakiś pijaczek, a ten oponował żeby wstać oberwał więc szczotą przez plecy i od razu stanął jak na baczność, cos tam wykrzykując, na co mężczyzna obsługujący diabelską maszynę czyszczącą wyłączył swoje narzędzie pracy, złapał pijaczka za kark i wyprowadził przed budynek dworca, "sprzedając" na odchodnym kopniaka w tylna cześć ciała. Wszystkiemu przyglądał się milicjant, z uznaniem pokiwując głową, na reakcję Pana z serwisu sprzątającego. Że tez u nas w kraju nie da się wprowadzić takich zasad. No ale zapomniałem - my mamy demokrację. To pewnie dlatego u nas nie można na dworcu w poczekalni posiedzieć, bo zapach zabija, i bez przerwy chodzą żebracy obnażając swe rozdrapywane strupy i proszący o datek. To pewnie dlatego np. w Katowicach w budynku dworca nie ma ławek, bo przecież one były nie dla pasażerów, ale dla meneli.
                No ale dość o polityce. Nas tez nie ominęło podniesienie swoich tyłków i plecaków. Była godzina ok 4.00 ludzie zaczynali się budzić, zwiększył się ruch podróżnych, więc o spaniu juz raczej nie  było mowy. Co jakiś czas wychodziliśmy tylko przed budynek dworca aby zobaczyć, czy nie podjechała jakaś marszrutka do granicy. Dopiero krótko po godzinie 6.00 udało nam się wsiąść do busa do Szegini (9 hr). Podróż marszrutką przebiegła pod znakiem krótkich drzemek i oglądania mijanych miejscowości. To już ostatnie chwile na Ukrainie. Przy granicy wydajemy jeszcze ostatnie hrywny i idziemy na przejście graniczne. Chcieliśmy się wcisnąć na przód sporej kolejki, ale pogranicznik cofnął nas na koniec. pokornie poszliśmy i zaczęło się oczekiwanie, choć przyznam, że z tej strony granicy ruch odbywał się jakby szybciej. Po niecałej godzinie oczekiwania byliśmy już po odprawie z Ukraińcami. Bagaży nam nie sprawdzano. Przed nami jeszcze odprawa po stronie Polskiej, a tu niespodzianka - kolejka większa niż po stronie Ukraińskiej. Stajemy więc grzecznie na końcu, na szczęście podchodzi do nas pogranicznik i pyta gdzie jedziemy. Zgodnie z prawdą odpowiadamy że do domu. Ale konkretnie gdzie - zapytał. To odpowiadamy zgodnie z prawdą, na co pogranicznik odparł, abyśmy przeszli przez barierkę i ominęli kolejkę. tak tez zrobiliśmy dziękując mu. Tym sposobem ominęło nas kolejne co najmniej godzinne stanie w kolejce "mrówek". Teraz już kilak minut na odprawę paszportową i o dziwo Polacy każą nam otworzyć plecaki. Kontrola jest pobieżna i trochę mnie zirytował, bo jeśli już coś robią, niech robią to dobrze, a jak mają to robić byle jak, to lepiej sobie darować. Ok. 8.00 byliśmy już na ojczystej ziemi. teraz krotki marsz po betonowych płytach na postój busów. Tam stoją dwa busy do Przemysla. Jeden za 1 PLN, bardziej luksusowy, i drugi za 0,5 PLN mniej luksusowy. Decydujemy się na wariant tańszy, i to nie tyle z oszczędności, ale dlatego, że ten za 0,5 PLN zapełniał się o wiele szybciej, więc i szybciej odjedzie. Tak w istocie było. Podczas gdy my juz odjeżdżaliśmy, w busie za 1 PLN siedziały raptem ze 4 osoby. Po ok 20 minutach jazdy dojeżdżamy do Przemyśla, i okazuje się, że już czeka pociąg do Szczecina. Czym prędzej więc kupujemy sobie bilety, i zajmujemy miejsca w wagonach o wysokim standardzie jak na możliwości PKP. Wagon nowy lub odnowiony, czysto, pełen luksus. Wyglądał lepiej niż wagony w TLK jak ostatnio jechałem na wczasy. Rozkładamy się wygodnie, otwieramy sobie przeniesione piwo i teraz czeka nas spokojna podroż do domciu :-)
              Za Tarnowem zapraszamy do przedziału ładną blondynkę, która chyba bała się wejść do naszego przedziału, a prawie wszystkie były juz pełne. Po moich namowach jednak się zdecydowała i do Krakowa spędziliśmy czas w miłym towarzystwie. W Krakowie pożegnaliśmy się z naszą współpasażerką oraz z Michałem. Do Katowic dotarliśmy krótko po południu, tak że na obiad byłem już w domu.
              Z tego miejsca chciałbym tez podziękować mojej małżonce, że puściła mnie na taką wyprawę, oraz moim towarzyszom, którzy wykazali się cierpliwością .dzielnie znosząc moje marudzenie i  czasami nerwy.

  

Zapraszam do pobrania trasy i prześledzenia jej w Google Earth.
Wystarczy zapisać plik na dysku a następnie uruchomić program GoogleEarth i z menu "File" wybieramy "Open".
Następnie w oknie które nam się pojawi zmieniamy typ rozszerzeń jakie ma otworzyć GoogleEarth, z *kml na *gpx a następnie odszukujemy zapisany pliczek i klikamy "Otwórz"